czwartek, 8 maja 2014

Rozdział2

*Chanel *
Siedziałam sobie w klasie. Co chwilę spoglądałam przez okno i czekałam, aż wydarzy się coś ciekawego. Lekcja geografii nie była zbyt ciekawa, ale starałam się słuchać nauczyciela. W pewnej do klasy wszedł Justin.
-Bieber!!! Znów spóźniony.-krzyknął nauczyciel
-Jak widać...
Justin wydawał się bez szczelny i arogancki. Nie miałam żadnego pojęcia, jak mogliśmy być kiedyś razem.
-Usiądź z Dox.
Co? Nie byłam za bardzo z tego zadowolona, ale przecież nic nie powinno się stać. Justin usiadł obok mnie i lekko się uśmiechnął. Odwzajemniłam uśmiech i spojrzałam na tablicę. Czułam, że Justin mierzy mnie wzrokiem. Nie mogłam już przed samą sobą, ukrywać, że Justin był przystojny i miał czarujący uśmiech. Co chwilę lekko na niego spoglądałam a on na mnie.
-Przypominam wam o wycieczce do Waszyngtonu w czwartek. Zbiórka jest o 7.00 więc się nie spóźnijcie.-powiedział nauczyciel.
Potem zadzwonił dzwonek i wyszłam z klasy.
Chciałam jak najszybciej, spotkać się z Kate, by powiedziała mi coś jeszcze o moim byłym chłopaku. Mogłam ją już, tym męczyć, ale musiałam dowiedzieć się o nim czegoś jeszcze. Przecież nie mogłam po prostu do niego, podejść i powiedzieć:-Możesz powiedzieć mi coś o sobie, bo jestem ciekawa jaki, był mój chłopak. Pewnie uznał, by mnie za wariatkę i wyśmiał. W tłumie znalazłam przyjaciółkę i pod biegłam.
-Hej!-powiedziałam i uśmiechnęłam się
-Hej.
-Możesz mi coś jeszcze, powiedzieć o Justinie.
-Chanel...
-Nie cały życiorys, ale coś więcej niż imię i wiek.
-Hm...no nie wiem często imprezuje, boją się go, bo ma wpływowych rodziców.
-Dzięki. Jesteś kochana.
-Wiadomo. Sorki, ale muszę iść do na kółko z matematyki, więc się trzymaj i nie zgub.
Dziewczyna zniknęła mi z oczu, więc poszłam w stronę sali od hiszpańskiego. Spotkałam tam kolegę Justina. Podejrzewałam, że był to Lil Za.
-Hej mała.
-Hej.
-Miał to zrobić Justin, ale się wstydzi, więc przeroszę Cię za niego. On nie chciał, być tak ostry i wtedy. On naprawdę tego żałuje.
-Okej. Za bardzo nic się nie stało.
-Postąpił tak, bo tęsknił za tobą i zależy mu, żebyś była bezpieczna.
-Jasne. To powiedź mi czemu nie, było go, gdy się obudziłam?
-Chanel to nie jest takie proste. Próbował i to wiele razy. Musisz, o tym z nim sama pogadać i nie bądź na niego zła.
-Dobrze...
Zadzwonił dzwonek na lekcje, ale chciałam to wszystko, przemyśleć, więc poszłam się przejść. Po drodze kupiłam sobie kawę. Co kilka kroków, brałam niewielki łyk. Nie byłam zła na Justina za to, że mnie wystraszył. Bolało mnie to, że nie było go przy mnie w szpitalu. Wtedy go naprawdę potrzebowałam. Pewnie było by inaczej, gdyby Justin osobiście mnie przerosił a nie wyręczał się kumplem. Spojrzałam na telefon i zbliżała się 16. Przyśpieszyłam kroku, bo musiałam jak najszybciej wróci do domu. Miałam dwie godziny do przygotowania się do kolacji rodziców. Po paru minutach byłam już w domu. Szybko wbiegłam do swojego pokoju. Podeszłam do szafy i szukałam jakieś sukienki. W żadnej nie czułam się komfortowo, więc zdecydowałam się ubrać spódniczkę i bluzkę. Poszłam do łazienki i wzięłam szybki prysznic. Potem ubrałam się stój, który przed ten sobie wyszykowałam. Zrobiłam jeszcze delikatny makijaż i spięłam włosy w niechlujny kitek. Spojrzałam na zegarek i była już 17.50. Ubrałam jeszcze czarne szpilki i zeszłam na dół. Trochę się denerwowałam, bo byłam nieśmiała i miałam tremę. Zadzwonił dzwonek do drzwi, więc mama poszła je otworzyć i przywitać gości. Stanęłam za rodzicielką, by mnie zasłoniła i mogłam się za nią schować. Spojrzałam na tatę, który potargał mi włosy i powiedział, że wszystko będzie dobrze. W progu stanął Justin z rodzicami. Nie wiedziałam, co on tu robi. Skąd nasi rodzice się znają? Sztucznie się uśmiechnęłam i przywitałam się z jego rodzicami i z nim. Chłopak lekko mnie przytulił i pocałował w policzek. Musiałam przyznać, były niesamowite. Poszliśmy do jadali i zaczęliśmy jeść kolację. Nie byłam zbyt głodna, więc bawiłam się widelcem i spoglądałam na Justina. Chłopak też bawił się sztućcem i patrzył się na mnie. Kiedy skończyliśmy kolację nasze mamy, poszły do salonu poplotkować a ojcowie do gabinetu, porozmawiać o sprawach biznesowych. Z Justinem siedzieliśmy na przeciwko sobie i patrzeliśmy na siebie. Nie odrywaliśmy od siebie wzroku. Siedzieliśmy w niezręcznej ciszy.
-Chcesz kawę?- spytała
-Okej...
Wstaliśmy od stołu i poszliśmy do kuchni. Wyjęłam kubek w szafki i wsypałam dwie łyżeczki kawy. Wlałam wody do czajnika i czekałam, aż woda się zagotuje. Justin cały czas się na mnie gapił.
-Musisz się tak gapić?- spytałam
-Tak, bo miałaś mi zrobić cholerną kawę.
-A co robię?
Zalałam kawę wodą i wymieszała
 ją. Podałam ją chłopakowi i wróciliśmy do jadali.
-Wyglądasz śliczne.-powiedział Justin
-Dzięki.
Chciałam, żeby kolacja już się skończyła i mogłam, iść się wyspać. Zaczęłam bawić się włosami z nudów a Justin zaczął się śmiać.
-No co? - spytałam cała speszona
-Nic skarbie...
Justin zagryzł dolną wargę. Było to słodkie i seksowne. Znów siedzieliśmy w ciszy, tylko czasami spoglądaliśmy na siebie. Zbliżała się 23. Byłam już zmęczona i chciałam się przebrać w piżamę.
-Idziesz ze mną na górę?- spytałam i wstałam od stołu
-Tak...
Spojrzał ma mnie i podszedł do mnie. Zapał mnie za rękę.
-Na górę. Nie znaczy, że chce się z tobą przespać.
Co on sobie myślał? Nie jestem łatwa
jak on sobie myśli.
-Jasne...możesz zawsze zmienić zdanie króliczku.
-Nie. Idziesz czy zostajesz?
Pociągnął mnie za rękę i poszliśmy do pokoju. Justin usiadł na futrzastym fotelu. Stałam przed nim, a on mierzył mnie wzrokiem. Chciałam przebrać się w piżamkę, ale nie wypadało.
-Ej obrazisz się jak przebiorę się w piżamę?
-Nie, ale zrobisz to przy mnie.
-Nie dzięki.
Usiadłam na łóżku i bawiłam się telefonem. Justin robił to samo. Chciałam żeby chłopak i jego rodzice sobie już poszli. Następnego dnia musiałam się spakować i wyspać przed wycieczką. Justin pewnie, też więcej mogli by sobie iść. Po godzinie goście sobie poszli a ja mogłam się wyspać. Około 5 do pokoju wparowała moja mama, bym zaczęła się pakować. Leniwie wstałam z łóżka i podeszłam do szafy, z której wyjęłam rzeczy, które chciałam wziąć ze sobą. Wrzuciłam je do walizki i poszłam się ogarnąć. Około 6 zeszłam na śniadanie. Usiadłam ospale na krześle i zaczęłam jeść płatki.
-Chanel pospiesz się jest już 6.40!-wydarła się na mnie mama
Szybko ubrałam buty i wzięłam torebkę do ręki. Walizkę na szczęście rodzicielka wzięłam już i mogłam spokojnie iść do samochodu. Kiedy mama odwiązał mnie do szkoły, pożegnałam się z nią. Weszłam do autobusu i chciałam usiąść z Kate, ale...

                                          CZYTASZ=KOMENTUJESZ
                      Mam nadzieję, że rozdział się podoba i już niedługo pojawi się następny!