piątek, 12 września 2014

Rozdział 3

Hej, na początku chciałam przeprosić, że tak długo zwlekałam z napisaniem 3 rozdziału, ale miałam kilka problemów, ale już wracam i postaram się dodawać rozdziały regularnie.
  *Chanel*
Okazało się, że siedzimy z tyły razem z Lilem i Justinem. Nie wiedziałam jak to się stało. Mogłam się tylko domyślić, że Kate została do tego, zmuszona prze jednego z chłopaków.Usiadłam pomiędzy Justinem a Kate.Przyjaciółka wydawała się szczęśliwa z obrotu sytuacji. Ale czemu? Czy coś ukrywała? Wiedziałam, że będę musiała ją o wszystko wypytać, gdy tylko zostaniemy same. Czekała nas długa podróż, więc ułożyłam się wygodnie i przykryłam kocykiem.Przymknęłam oczy i zasnęłam.
-Chanel...skarbie-usłyszałam głos Justina
Czego on chce? Nawet nie da się wyspać...
-Huh? O co chodzi?-spytałam lekko zaspana
-Spadł ci kocyk i chciałem Ci go poprawić...
-A musiałeś mnie budzić?
-Ygh...tak!
Przewróciłam oczami i znów zasnęłam.
-Chanel...-tym razem Kate wydarła mi się do ucha
-Tak?!
Czy oni muszą mnie co chwilę budzić? Nawet wyspać się nie dają.
-Tom i ja umówiliśmy się do kina w sobotę!-krzyczała na cały głos Kate
Kim był Tom? Dziewczyno mów normalnie nic nie pamiętam!!!
-Kim jest Tom?-spytałam lekko zakłopotana
-Taki jeden, w naszym wieku i jest mega przystojny!!
Dziewczyna coś jeszcze do mnie mówiła, ale ja spojrzałam Justinowi w oczy. Były cudowne. Takie prześliczne czekoladowe...Zakochałam się w nich .Chanel!!! Wróć na Ziemię...on nie może ci się podobać.
Kiedy byliśmy już na miejscu, było około 19. Weszłam do pokoju, który dzieliłam z Kate. Dziewczyna siedziała już na łóżku i pisała SMS do Toma.
-Zakochana Ktae, zakochana Kate...-śpiewałą cicho pod nosem
Dziewczyna nie zwróciła nawet na mnie uwagi, była zbyt przejęta pisaniem do TOMA. Wypakowałam swoje rzeczy i poszłam pod prysznic.Tak tego mi brakował. Ciepłych kropelek wody spływających po moim ciele.Namydliłam swoje ciało truskawkowym żelem, po czym go spłukałam.Szybko umyłam włosy i wyszłam z pod prysznica.Owinęłam się ręcznikiem i pod suszyłam włosy. Ubrałam piżamkę i weszłam do naszej"sypialni" a ole można to tak nazwać.Spojrzałam na łóżko obok, gdzie leżała Kate i nie, zwracała uwagi na otaczający ją świat. Ach ci zakochani. Po chwili drzwi od pokoju się otworzyły. Kto to? To był Justin bez koszulki. Trzeba przyznać miał niesamowicie wyżłobioną klatę.Chanel!!! Wróć na Ziemię, bo skończysz jak Kate.Justin złapał mnie za rękę i wyszliśmy z pokoju.
-Co chcesz?- spytałam
-Chanel muszę Ci wszystko wyjaśnić....
-Słucham.
-Chanel bo ja....

                           CZYTASZ=KOMENTUJESZ

Mam nadzieję, że podoba się wam rudział i jeszcze raz przepraszam za tą przerwę. Następne rozdziały, będą dłuższe.

czwartek, 8 maja 2014

Rozdział2

*Chanel *
Siedziałam sobie w klasie. Co chwilę spoglądałam przez okno i czekałam, aż wydarzy się coś ciekawego. Lekcja geografii nie była zbyt ciekawa, ale starałam się słuchać nauczyciela. W pewnej do klasy wszedł Justin.
-Bieber!!! Znów spóźniony.-krzyknął nauczyciel
-Jak widać...
Justin wydawał się bez szczelny i arogancki. Nie miałam żadnego pojęcia, jak mogliśmy być kiedyś razem.
-Usiądź z Dox.
Co? Nie byłam za bardzo z tego zadowolona, ale przecież nic nie powinno się stać. Justin usiadł obok mnie i lekko się uśmiechnął. Odwzajemniłam uśmiech i spojrzałam na tablicę. Czułam, że Justin mierzy mnie wzrokiem. Nie mogłam już przed samą sobą, ukrywać, że Justin był przystojny i miał czarujący uśmiech. Co chwilę lekko na niego spoglądałam a on na mnie.
-Przypominam wam o wycieczce do Waszyngtonu w czwartek. Zbiórka jest o 7.00 więc się nie spóźnijcie.-powiedział nauczyciel.
Potem zadzwonił dzwonek i wyszłam z klasy.
Chciałam jak najszybciej, spotkać się z Kate, by powiedziała mi coś jeszcze o moim byłym chłopaku. Mogłam ją już, tym męczyć, ale musiałam dowiedzieć się o nim czegoś jeszcze. Przecież nie mogłam po prostu do niego, podejść i powiedzieć:-Możesz powiedzieć mi coś o sobie, bo jestem ciekawa jaki, był mój chłopak. Pewnie uznał, by mnie za wariatkę i wyśmiał. W tłumie znalazłam przyjaciółkę i pod biegłam.
-Hej!-powiedziałam i uśmiechnęłam się
-Hej.
-Możesz mi coś jeszcze, powiedzieć o Justinie.
-Chanel...
-Nie cały życiorys, ale coś więcej niż imię i wiek.
-Hm...no nie wiem często imprezuje, boją się go, bo ma wpływowych rodziców.
-Dzięki. Jesteś kochana.
-Wiadomo. Sorki, ale muszę iść do na kółko z matematyki, więc się trzymaj i nie zgub.
Dziewczyna zniknęła mi z oczu, więc poszłam w stronę sali od hiszpańskiego. Spotkałam tam kolegę Justina. Podejrzewałam, że był to Lil Za.
-Hej mała.
-Hej.
-Miał to zrobić Justin, ale się wstydzi, więc przeroszę Cię za niego. On nie chciał, być tak ostry i wtedy. On naprawdę tego żałuje.
-Okej. Za bardzo nic się nie stało.
-Postąpił tak, bo tęsknił za tobą i zależy mu, żebyś była bezpieczna.
-Jasne. To powiedź mi czemu nie, było go, gdy się obudziłam?
-Chanel to nie jest takie proste. Próbował i to wiele razy. Musisz, o tym z nim sama pogadać i nie bądź na niego zła.
-Dobrze...
Zadzwonił dzwonek na lekcje, ale chciałam to wszystko, przemyśleć, więc poszłam się przejść. Po drodze kupiłam sobie kawę. Co kilka kroków, brałam niewielki łyk. Nie byłam zła na Justina za to, że mnie wystraszył. Bolało mnie to, że nie było go przy mnie w szpitalu. Wtedy go naprawdę potrzebowałam. Pewnie było by inaczej, gdyby Justin osobiście mnie przerosił a nie wyręczał się kumplem. Spojrzałam na telefon i zbliżała się 16. Przyśpieszyłam kroku, bo musiałam jak najszybciej wróci do domu. Miałam dwie godziny do przygotowania się do kolacji rodziców. Po paru minutach byłam już w domu. Szybko wbiegłam do swojego pokoju. Podeszłam do szafy i szukałam jakieś sukienki. W żadnej nie czułam się komfortowo, więc zdecydowałam się ubrać spódniczkę i bluzkę. Poszłam do łazienki i wzięłam szybki prysznic. Potem ubrałam się stój, który przed ten sobie wyszykowałam. Zrobiłam jeszcze delikatny makijaż i spięłam włosy w niechlujny kitek. Spojrzałam na zegarek i była już 17.50. Ubrałam jeszcze czarne szpilki i zeszłam na dół. Trochę się denerwowałam, bo byłam nieśmiała i miałam tremę. Zadzwonił dzwonek do drzwi, więc mama poszła je otworzyć i przywitać gości. Stanęłam za rodzicielką, by mnie zasłoniła i mogłam się za nią schować. Spojrzałam na tatę, który potargał mi włosy i powiedział, że wszystko będzie dobrze. W progu stanął Justin z rodzicami. Nie wiedziałam, co on tu robi. Skąd nasi rodzice się znają? Sztucznie się uśmiechnęłam i przywitałam się z jego rodzicami i z nim. Chłopak lekko mnie przytulił i pocałował w policzek. Musiałam przyznać, były niesamowite. Poszliśmy do jadali i zaczęliśmy jeść kolację. Nie byłam zbyt głodna, więc bawiłam się widelcem i spoglądałam na Justina. Chłopak też bawił się sztućcem i patrzył się na mnie. Kiedy skończyliśmy kolację nasze mamy, poszły do salonu poplotkować a ojcowie do gabinetu, porozmawiać o sprawach biznesowych. Z Justinem siedzieliśmy na przeciwko sobie i patrzeliśmy na siebie. Nie odrywaliśmy od siebie wzroku. Siedzieliśmy w niezręcznej ciszy.
-Chcesz kawę?- spytała
-Okej...
Wstaliśmy od stołu i poszliśmy do kuchni. Wyjęłam kubek w szafki i wsypałam dwie łyżeczki kawy. Wlałam wody do czajnika i czekałam, aż woda się zagotuje. Justin cały czas się na mnie gapił.
-Musisz się tak gapić?- spytałam
-Tak, bo miałaś mi zrobić cholerną kawę.
-A co robię?
Zalałam kawę wodą i wymieszała
 ją. Podałam ją chłopakowi i wróciliśmy do jadali.
-Wyglądasz śliczne.-powiedział Justin
-Dzięki.
Chciałam, żeby kolacja już się skończyła i mogłam, iść się wyspać. Zaczęłam bawić się włosami z nudów a Justin zaczął się śmiać.
-No co? - spytałam cała speszona
-Nic skarbie...
Justin zagryzł dolną wargę. Było to słodkie i seksowne. Znów siedzieliśmy w ciszy, tylko czasami spoglądaliśmy na siebie. Zbliżała się 23. Byłam już zmęczona i chciałam się przebrać w piżamę.
-Idziesz ze mną na górę?- spytałam i wstałam od stołu
-Tak...
Spojrzał ma mnie i podszedł do mnie. Zapał mnie za rękę.
-Na górę. Nie znaczy, że chce się z tobą przespać.
Co on sobie myślał? Nie jestem łatwa
jak on sobie myśli.
-Jasne...możesz zawsze zmienić zdanie króliczku.
-Nie. Idziesz czy zostajesz?
Pociągnął mnie za rękę i poszliśmy do pokoju. Justin usiadł na futrzastym fotelu. Stałam przed nim, a on mierzył mnie wzrokiem. Chciałam przebrać się w piżamkę, ale nie wypadało.
-Ej obrazisz się jak przebiorę się w piżamę?
-Nie, ale zrobisz to przy mnie.
-Nie dzięki.
Usiadłam na łóżku i bawiłam się telefonem. Justin robił to samo. Chciałam żeby chłopak i jego rodzice sobie już poszli. Następnego dnia musiałam się spakować i wyspać przed wycieczką. Justin pewnie, też więcej mogli by sobie iść. Po godzinie goście sobie poszli a ja mogłam się wyspać. Około 5 do pokoju wparowała moja mama, bym zaczęła się pakować. Leniwie wstałam z łóżka i podeszłam do szafy, z której wyjęłam rzeczy, które chciałam wziąć ze sobą. Wrzuciłam je do walizki i poszłam się ogarnąć. Około 6 zeszłam na śniadanie. Usiadłam ospale na krześle i zaczęłam jeść płatki.
-Chanel pospiesz się jest już 6.40!-wydarła się na mnie mama
Szybko ubrałam buty i wzięłam torebkę do ręki. Walizkę na szczęście rodzicielka wzięłam już i mogłam spokojnie iść do samochodu. Kiedy mama odwiązał mnie do szkoły, pożegnałam się z nią. Weszłam do autobusu i chciałam usiąść z Kate, ale...

                                          CZYTASZ=KOMENTUJESZ
                      Mam nadzieję, że rozdział się podoba i już niedługo pojawi się następny!


 

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Rozdział 1

*Chanel*
Stałam przed budynkiem szkolnym pełna obaw, czy wszyscy mnie zaakceptują. Wzięłam głęboko wdech i popchnęłam drzwi. Zrobiłam kilka kroków do przodu i już czułam na sobie wzroki innych uczniów. Nie było mnie tu parę miesięcy, bo miałam wypadek i straciłam pamięć. Nie pamiętam ostatnich lat mojego życia. Chciałam się tym, nie przejmować i poszłam dalej. Cały czas słyszałam za plecami: -,,To ona. Czyli żyje,,. Tak żyłam i jak na razie do grobu się nie wybieram. Pomyślałam sobie w myślach. Szłam dalej i szukałam sekretariatu. Nie chciałam nikogo, prosić o pomoc, bo zrobili by ze mnie pierwszego dnia ofiarę i do końca roku, litowali by się nad demną. Rozejrzałam się i znalazłam durny sekretariat. Nacisnęłam klamkę i weszłam do środka, zmykając za sobą drzwi. Zobaczyłam rudo włosą  kobietę, która siedziała za biurkiem i coś pisała na komputerze.
-Dzień dobry.-powiedziałam nieśmiało.
-Witaj ty pewnie jesteś Chanel Forbs? -spytała mnie sekretarka i lekko się uśmiechnęła
-Tak. Miałam odebrać plan i przynieść Pani dokumenty.
Podałam jej teczkę. Kobieta szybko ją otworzyła i wyciągnęła jakiś świstek.
-Dziękuję. Zaraz dam Ci twój plan lekcyjny.
Sekretarka podeszła do szafki i zaczęła w nie grzebać.
-O jest.-powiedziała i podała mi plan
-Dziękuję i do widzenia.
-Do widzenia.
Wychodząc lekko się do niej, uśmiechnęłam. Miałam teraz historię w sali 56. Nie wiedziałam za bardzo, gdzie mam iść, więc poszłam przed siebie. Szukałam tej sali i szukałam, aż w końcu do niej trafiłam. Była na końcu korytarza. Weszłam nie pewnie do klasy i zajęłam miejsce w ostatniej ławce. Obejrzałam się po klasie, było prawie pusta. Tylko dwie osoby siedziały w pierwszej ławce i przepisywały zadanie. Co chwilę spoglądam na zegarek z nudów. Chciałam, żeby ta lekcja już się zaczęła. Nie dlatego, że lubiłam szkołę, tylko chciałam iść już do domu. Po pięciu minutach nareszcie zaczęła się lekcja. Nauczyciel sprawdził obecność a potem opowiadać o wojnie secesyjnej. Próbowałam się skupić na, tym co mówił, ale jakoś mi to nie wychodziło. W końcu zadzwonił dzwonek i wyszłam z klasy. Jeszcze tylko angielski, wos i chemia. Pomyślałam sobie w myślach i uśmiechnęłam sama do siebie. Szłam korytarzem i poczułam, że ktoś łapie mnie za ramię, więc się odwróciłam. Był to jakiś chłopak, który miał śliczne czekoladowe oczy i malinowe usta. Zmierzyłam go wzrokiem był umięśniony i miał parę tatuaży. Ogólnie był przystojny.
-To cholery to się z tobą działo!? Nie odzywałaś się. Martwiłem się o ciebie. -powiedział chłopak
Nie wiedziałam o co mu chodzi i kim on jest. Byłam zagubiona, liczyłam jakiś cud.
-O co Ci chodzi? -spytałam z przerażeniem w oczach
-Nie będzie mnie tak traktować...
Chłopak się pewnie na mnie wydarł i lekko popchnął mnie do ściany. Przybliżył się do mnie
-Zostaw mnie, nie znam cię.-warknęłam i odeszłam
Byłam cała zmieszana. Ten chłopak mnie przeraził, ale byłam ciekawa co mnie z nim łączyło. Wiedziałam ,że dowiem się tego od Kate. Była moją przyjaciółką, często odwiedzała mnie w szpitalu i pomagała mi jak, tylko mogła. Rozejrzałam się po korytarzu i od razu, zobaczyłam przyjaciółkę. Podeszłam do niej.
-Hej!-powiedziałam
-Tu jesteś. Martwiłam się o ciebie.
-Możesz mi powiedzieć jedną rzecz?-spytałam nie pewnie
-Tak. Zgaduję, że masz teraz angielski i ja, też. Powiesz mi to na lekcji, a teraz chodź.
Kate pociągnęła mnie za nadgarstek i poszłyśmy w stronę sali od angielskiego. Kiedy byłyśmy już w klasie, zajęłyśmy miejsca.
-To o co chciałaś się spytać?-spytała znienacka Kate
-Kojarzysz chłopaka, który ma czekoladowe oczy, malinowe usta, umięśniony, kilka tatuaży...-dalej nie dała mi do kończyć
-Ma opuszczone spodnie i tak dalej...znam to Justin. -powiedziała przewracają oczami
-A coś więcej?
Musiałam to z niej wyciągnąć. Wątpię, że wiedziała tylko jak ma na imię.
-Ma 19 lat, debil, kiedyś byliście razem...o dupku mowa.
Justin i jakieś chłopak weszli do klasy i usiedli za nami. Nawet się ucieszyłam. Chwila czy Kate, powiedziała, że byliśmy razem. Teraz to już nic nie rozumiałam.
-Byliśmy razem?-spytałam
-Niestety...ale to przeszłości. Zapomnij o tym.
Cały czas patrzyłam w oczy przyjaciółki i miałam wrażenie, że kłamie. Potem zaczęła się lekcja. Angielski, wos i chemia szybko zleciały i mogłam wróci do domu. Mama nie mogła mnie dziś, odebrać więc musiałam sama, tym poradzić. Na szczęście wyjaśniła mi drogę do domu, więc nie miałam problemu z powrotem. Szłam parkiem co chwilę na moją głowę, spadały pojedyncze listki drzew. Było tu naprawdę ślicznie. Każdy krzaczek, był równo przystrzyżony, kolorowe rządki tulipanów i innych kwiatów. To tego ładnie śpiewające ptaki. Po chwili znalazłam się już koło mojego domu. Wyjęłam klucze z torebki i otworzyłam drzwi. Weszłam do środka, rzuciłam torebkę w kąt i poszłam do kuchni. Wyjęłam z lodówki mleko czekoladowe i naleśniki, które miałam sobie podgrzać w mikrofali. Na blacie znalazłam jeszcze karteczkę od mamy, jak mam zrobić sobie obiad. Lekko się uśmiechnęłam i podgrzałam jedzenie. Kiedy było już gotowe wyjęłam widelec z szuflady, wzięłam mleko i naleśniki, i poszłam do pokoju. Zjadłam posiłek i przebrałam się w dresy. Około 17 zrobiłam lekcje i do domu, przyszła mama.                                                                                                - Chanel jesteś?-krzyknęła mama z dołu                                                                                                         -Tak...                                                                                                                                                          A gdzie miałam być? Kojarzyłam tylko Kate, ale ona była w bibliotece, więc gdzie miałam być? Pewnie już do końca roku, każde popołudnie, będę spędzać sama w domu.                                                                   -Ubierz się pojedziemy za zakupy.                                                                                                                Oderwałam się od zadania z angielskiego i szybko się przebrałam. Po paru minutkach zeszłam na dół, gdzie czekała na mnie moja mama.                                                                                                                        -Gotowa?-spytała i lekko się uśmiechnęła                                                                                                     Kiwnęła głową twierdząco i wyszłyśmy z domu. Wsiadłyśmy do samochodu i ruszyłyśmy. Całą drogę milczałyśmy, w końcu mama przerwała niezręczną ciszę.                                                                                 -Jak w szkole?-spytała                                                                                                                                 -Spoko...Do jakiego sklepu ogólnie, jedziemy?-powiedziałam cicho i odwróciłam głowę                               -Do marketu musimy, zrobić zakupy na jutrzejszą kolację.                                                                             -Jaką kolację?                                                                                                                                              -Jutro przychodzą do nas znajomi na kolację.                                                                                                Do końca drogi siedziałam w ciszy i bawiłam się telefonem. Kiedy byłyśmy na miejscu, weszłyśmy szybko do sklepu. Pchałam leniwie wózek i obserwowałam mamę, która co chwilę, wkładała różne produkty do koszyka. Po godzinie męczarni, spakowałyśmy zakupy i wróciłyśmy do domu. 
                                                                    ****                              
                                                 CZYTASZ=KOMENTUJESZ
                                        Mam nadzieję, że rozdział Wam się podoba.

czwartek, 24 kwietnia 2014

Prolog

               Poczułam śilne uderzenie, moja głowa uderzyła o krawężnik i zemdlałam. 
               Po paru miesiącach, obudziłam się w szpitalu.Po woli, otworzyłam oczy i zobaczył kobietę, która   siedziała obok mnie. Twarz ukryła w dłoniach i co chwilę mówiła:,, Boże". Złapałam ją za 
               rękę, ona spojrzała na mnie a z jej oczu, zaczęły płynąc łzy szczęścia.
                             ***                                             

Dzięki za odwiedzenie i przeczytanie prologu mojego opowiadania. Niedługo pojawi się pierwszy rozdział. Jak przeczytacie prolog, zostawcie komentarz, bym wiedziała, ile osób ma już go za sobą. Jeżeli chcecie mieć info o nowych notkach, dodajcie mój blog do obserwowanych.Zachęcam do dalszego śledzenia moich poczynań, gdyż sama jestem ciekawa, jak wyjdzie mi ta cała historia.