poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Rozdział 1

*Chanel*
Stałam przed budynkiem szkolnym pełna obaw, czy wszyscy mnie zaakceptują. Wzięłam głęboko wdech i popchnęłam drzwi. Zrobiłam kilka kroków do przodu i już czułam na sobie wzroki innych uczniów. Nie było mnie tu parę miesięcy, bo miałam wypadek i straciłam pamięć. Nie pamiętam ostatnich lat mojego życia. Chciałam się tym, nie przejmować i poszłam dalej. Cały czas słyszałam za plecami: -,,To ona. Czyli żyje,,. Tak żyłam i jak na razie do grobu się nie wybieram. Pomyślałam sobie w myślach. Szłam dalej i szukałam sekretariatu. Nie chciałam nikogo, prosić o pomoc, bo zrobili by ze mnie pierwszego dnia ofiarę i do końca roku, litowali by się nad demną. Rozejrzałam się i znalazłam durny sekretariat. Nacisnęłam klamkę i weszłam do środka, zmykając za sobą drzwi. Zobaczyłam rudo włosą  kobietę, która siedziała za biurkiem i coś pisała na komputerze.
-Dzień dobry.-powiedziałam nieśmiało.
-Witaj ty pewnie jesteś Chanel Forbs? -spytała mnie sekretarka i lekko się uśmiechnęła
-Tak. Miałam odebrać plan i przynieść Pani dokumenty.
Podałam jej teczkę. Kobieta szybko ją otworzyła i wyciągnęła jakiś świstek.
-Dziękuję. Zaraz dam Ci twój plan lekcyjny.
Sekretarka podeszła do szafki i zaczęła w nie grzebać.
-O jest.-powiedziała i podała mi plan
-Dziękuję i do widzenia.
-Do widzenia.
Wychodząc lekko się do niej, uśmiechnęłam. Miałam teraz historię w sali 56. Nie wiedziałam za bardzo, gdzie mam iść, więc poszłam przed siebie. Szukałam tej sali i szukałam, aż w końcu do niej trafiłam. Była na końcu korytarza. Weszłam nie pewnie do klasy i zajęłam miejsce w ostatniej ławce. Obejrzałam się po klasie, było prawie pusta. Tylko dwie osoby siedziały w pierwszej ławce i przepisywały zadanie. Co chwilę spoglądam na zegarek z nudów. Chciałam, żeby ta lekcja już się zaczęła. Nie dlatego, że lubiłam szkołę, tylko chciałam iść już do domu. Po pięciu minutach nareszcie zaczęła się lekcja. Nauczyciel sprawdził obecność a potem opowiadać o wojnie secesyjnej. Próbowałam się skupić na, tym co mówił, ale jakoś mi to nie wychodziło. W końcu zadzwonił dzwonek i wyszłam z klasy. Jeszcze tylko angielski, wos i chemia. Pomyślałam sobie w myślach i uśmiechnęłam sama do siebie. Szłam korytarzem i poczułam, że ktoś łapie mnie za ramię, więc się odwróciłam. Był to jakiś chłopak, który miał śliczne czekoladowe oczy i malinowe usta. Zmierzyłam go wzrokiem był umięśniony i miał parę tatuaży. Ogólnie był przystojny.
-To cholery to się z tobą działo!? Nie odzywałaś się. Martwiłem się o ciebie. -powiedział chłopak
Nie wiedziałam o co mu chodzi i kim on jest. Byłam zagubiona, liczyłam jakiś cud.
-O co Ci chodzi? -spytałam z przerażeniem w oczach
-Nie będzie mnie tak traktować...
Chłopak się pewnie na mnie wydarł i lekko popchnął mnie do ściany. Przybliżył się do mnie
-Zostaw mnie, nie znam cię.-warknęłam i odeszłam
Byłam cała zmieszana. Ten chłopak mnie przeraził, ale byłam ciekawa co mnie z nim łączyło. Wiedziałam ,że dowiem się tego od Kate. Była moją przyjaciółką, często odwiedzała mnie w szpitalu i pomagała mi jak, tylko mogła. Rozejrzałam się po korytarzu i od razu, zobaczyłam przyjaciółkę. Podeszłam do niej.
-Hej!-powiedziałam
-Tu jesteś. Martwiłam się o ciebie.
-Możesz mi powiedzieć jedną rzecz?-spytałam nie pewnie
-Tak. Zgaduję, że masz teraz angielski i ja, też. Powiesz mi to na lekcji, a teraz chodź.
Kate pociągnęła mnie za nadgarstek i poszłyśmy w stronę sali od angielskiego. Kiedy byłyśmy już w klasie, zajęłyśmy miejsca.
-To o co chciałaś się spytać?-spytała znienacka Kate
-Kojarzysz chłopaka, który ma czekoladowe oczy, malinowe usta, umięśniony, kilka tatuaży...-dalej nie dała mi do kończyć
-Ma opuszczone spodnie i tak dalej...znam to Justin. -powiedziała przewracają oczami
-A coś więcej?
Musiałam to z niej wyciągnąć. Wątpię, że wiedziała tylko jak ma na imię.
-Ma 19 lat, debil, kiedyś byliście razem...o dupku mowa.
Justin i jakieś chłopak weszli do klasy i usiedli za nami. Nawet się ucieszyłam. Chwila czy Kate, powiedziała, że byliśmy razem. Teraz to już nic nie rozumiałam.
-Byliśmy razem?-spytałam
-Niestety...ale to przeszłości. Zapomnij o tym.
Cały czas patrzyłam w oczy przyjaciółki i miałam wrażenie, że kłamie. Potem zaczęła się lekcja. Angielski, wos i chemia szybko zleciały i mogłam wróci do domu. Mama nie mogła mnie dziś, odebrać więc musiałam sama, tym poradzić. Na szczęście wyjaśniła mi drogę do domu, więc nie miałam problemu z powrotem. Szłam parkiem co chwilę na moją głowę, spadały pojedyncze listki drzew. Było tu naprawdę ślicznie. Każdy krzaczek, był równo przystrzyżony, kolorowe rządki tulipanów i innych kwiatów. To tego ładnie śpiewające ptaki. Po chwili znalazłam się już koło mojego domu. Wyjęłam klucze z torebki i otworzyłam drzwi. Weszłam do środka, rzuciłam torebkę w kąt i poszłam do kuchni. Wyjęłam z lodówki mleko czekoladowe i naleśniki, które miałam sobie podgrzać w mikrofali. Na blacie znalazłam jeszcze karteczkę od mamy, jak mam zrobić sobie obiad. Lekko się uśmiechnęłam i podgrzałam jedzenie. Kiedy było już gotowe wyjęłam widelec z szuflady, wzięłam mleko i naleśniki, i poszłam do pokoju. Zjadłam posiłek i przebrałam się w dresy. Około 17 zrobiłam lekcje i do domu, przyszła mama.                                                                                                - Chanel jesteś?-krzyknęła mama z dołu                                                                                                         -Tak...                                                                                                                                                          A gdzie miałam być? Kojarzyłam tylko Kate, ale ona była w bibliotece, więc gdzie miałam być? Pewnie już do końca roku, każde popołudnie, będę spędzać sama w domu.                                                                   -Ubierz się pojedziemy za zakupy.                                                                                                                Oderwałam się od zadania z angielskiego i szybko się przebrałam. Po paru minutkach zeszłam na dół, gdzie czekała na mnie moja mama.                                                                                                                        -Gotowa?-spytała i lekko się uśmiechnęła                                                                                                     Kiwnęła głową twierdząco i wyszłyśmy z domu. Wsiadłyśmy do samochodu i ruszyłyśmy. Całą drogę milczałyśmy, w końcu mama przerwała niezręczną ciszę.                                                                                 -Jak w szkole?-spytała                                                                                                                                 -Spoko...Do jakiego sklepu ogólnie, jedziemy?-powiedziałam cicho i odwróciłam głowę                               -Do marketu musimy, zrobić zakupy na jutrzejszą kolację.                                                                             -Jaką kolację?                                                                                                                                              -Jutro przychodzą do nas znajomi na kolację.                                                                                                Do końca drogi siedziałam w ciszy i bawiłam się telefonem. Kiedy byłyśmy na miejscu, weszłyśmy szybko do sklepu. Pchałam leniwie wózek i obserwowałam mamę, która co chwilę, wkładała różne produkty do koszyka. Po godzinie męczarni, spakowałyśmy zakupy i wróciłyśmy do domu. 
                                                                    ****                              
                                                 CZYTASZ=KOMENTUJESZ
                                        Mam nadzieję, że rozdział Wam się podoba.

1 komentarz: